poniedziałek, 23 czerwca 2014

007. Dom na przedmieściu

   Samolot wystartował. Mary siedziała obok mnie w granatowym fotelu, za nami znajdowali się Robert Madsen i Tom Bishop. Madsen zaczytany był w czyichś akta, prawdopodobnie mojego ojca. Trudno było mi uwierzyć, że mógł on mieć coś wspólnego z tymi przestępcami, jednak w takich okolicznościach niczego nie wykluczałam. Robert nie zauważył nawet, jak zerknęłam na nich przez ramię. Tom uśmiechnął się do mnie blado i szybko odwrócił twarz w stronę okna. Na lotnisku przyznał, że boi się latać. Wydawał się wtedy okropnie smutny i przygnębiony. Odwzajemniłam uśmiech i odwróciłam twarz. Cieszyłam się, że Mary zabrała mnie ze sobą, choć tak naprawdę mogłaby zostawić mnie pod opieką innego policjanta. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo troszczy się o mnie i martwi moim bezpieczeństwem. Poczułam ciepło na sercu, przyjemne uczucie, którego nie doznałam już od bardzo dawna. Położyłam głowę na niezwykle twardym oparciu i przymknęłam na chwilę powieki. Po chwili usłyszałam głos hostessy przez radiowęzeł, oznajmiający, że za trzy minuty będziemy lądować i zostaliśmy poproszeni o to, aby zapiąć pasy. Lot był niewyobrażalnie krótki, jednak widziałam, że Mary i Robertowi naprawdę się śpieszy. Ożyli, gdy mieliśmy już wychodzić. Chcieli przeszukać dom w dzień, aby w nocy nie tułać się po nim z latarkami. Jednak wiedzieli, że jeśli będzie to konieczne, będą musieli zostać tam na noc.
   Wyszliśmy w pośpiechu z samolotu. Wiatr wiał jak oszalały, szarpał moimi włosami na wszystkie strony. Starałam się odgarnąć je z twarzy, jednak ilekroć założyłam je za uszy, wiatr odwiewał je na nowo. Postanowiłam z nim nie walczyć i dać mu wszelką swobodę. Zauważyłam, że Mary miała ten sam problem. Jej kasztanowe uczesanie całkowicie potargało się pod wpływem wiatru. Robert podszedł do mężczyzny, który czekał na nas przy wyjściu. To on miał nas zawieźć do domu państwa Radlerów i pomóc im w śledztwie. Przywitał mnie mocnym uściskiem dłoni.
- Komisarz Jason Dirt - przedstawił się. Spoglądaj na niego zauważyłam, że miał na twarzy kilka małych blizn.
- Świadek Constance Flynn - uśmiechnęłam się delikatnie i szybkim krokiem udałam się do samochodu za resztą. Komisarz otworzył bagażnik i pomógł nam spakować do niego walizki, które i tak były w większości puste. Mieliśmy tu zostać ewentualnie na dwie noce, nikt nie suponował, że będziemy musieli zabawić tu dłużej. Podziękowałam, gdy otworzył mi tylne drzwi czarnego Bucka i weszłam do środka. Skórzane fotele były niesamowicie wygodne, ale gdzieniegdzie można było zauważył rozdarcia, które musiał zrobić dość duży pies. Ruszyliśmy. Samochód Jasona miał automatyczną skrzynię biegów, więc płynnie sunął po jezdni. Z ciekawością rozglądałam się dookoła. Obie strony ulicy były wypełnione nowymi domami z ogromnymi garażami, ogrodami i stróżującymi psami. W miarę oddalania się od centrum, gdzie zlokalizowane były miejsca pracy, domy i ulice stawały się coraz uboższe. Byłam zdziwiona. Myślałam, że Randler był bogatym mężczyzną i miał na tyle pieniędzy, aby kupić bogato zdobiony dom w centrum miasta. Zerknęłam kątem oka na Toma. Mocno ściskał kamerę leżącą na jego kolanach i wpatrywał się przed siebie. Poczułam, że zwalniamy, więc odpięłam pasy. Wyszłam z samochodu i zdumiał mnie widok tego, co ujrzałam. Rozlatujący się drewniany płot, stary dom, który ledwo stał na fundamentach. Dach wyglądał, jakby zaraz miał się zapaść, a niektóre okna zastąpione zostały folią. Przełknęłam ślinę i ruszyłam powoli za policjantami. Trawa w ogródku była zżółknięta, a wszystkie kwiaty dawno opadły. To miejsce wyglądało jak pobojowisko. Nie potrafiłam uwierzyć, że ktoś tu naprawdę mieszkał.
   Drzwi wyjątkowo skrzypiały przy otwieraniu. Przeszliśmy przez przedsionek i znaleźliśmy się w pokoju przypominającym salon. Wszystko przesiąknięte było zapachem naftaliny i dymu tytoniowego.
- Na pewno jesteśmy w odpowiednim miejscu? - spytałam po cichu Roberta, wciąż się rozglądając.
- Tak - odpowiedział za niego sucho komisarz Dirt. Zmrużyłam lekko oczy i spojrzałam na niego spode łba. Miał naprawdę dobry słuch jak na swój wiek.
Wszyscy założyliśmy gumowe rękawiczki. Choć był dzień, zmuszeni byliśmy włączyć światło, gdyż okna nie przepuszczały za dużo promieni słonecznych. Stałam pośrodku pokoju i przyglądałam się innym. Zaczęliśmy śledztwo.