piątek, 8 sierpnia 2014

008. Tunel część 1

   Chodziłam za Mary jak cień, przyglądałam się jej pracy i zaangażowaniu. Widziałam, jak dokładnie i ostrożnie sprawdza każde miejsce. Nagle wyprostowała się i położyła ręce na biodrach.
- Connie...
   Odwróciła głowę w moją stronę i dopiero teraz zauważyłam, jak ciemne są jej oczy. Wcześniej nie zwracałam na to jakiejkolwiek uwagi, jednak teraz, w blasku zachodzącego słońca i jarzącej się delikatnie lampy, doskonale je widziałam. Ciemnobrązowe, niemal czarne tęczówki wyróżniały się na tle jasnokremowej karnacji. Miała idealny kształt twarzy, urokliwie odstające kości policzkowe i pełne usta. Przyłapała mnie na tym, że przyglądam się jej z zaciekawieniem już przez dłuższą chwilę.
- Wszystko okej? - spytała, podchodząc bliżej. Teraz mogłam poczuć nawet słodki zapach jej piżmowych perfum, przeraźliwie podobny do tych, których używała moja mama. Pokiwałam tylko twierdząco i wyszłam do innego pokoju, lekko zakłopotana zaistniałą sytuacją.
- Przydaj się do czegoś - usłyszałam głos dochodzący zza moich pleców. Jason klęczał przy ścianie pod schodami i delikatnie w nią pukał. - Tak, ty - powiedział, widząc mnie we framudze drzwi. Podeszłam do niego, a on podał mi swoją latarkę. Była bardzo mała, ale dawała dużo światła. Świeciłam na jego duże ręce, przyglądając im się uważnie.
- Jak nazywa się ten facet z kamerą? - spytał szeptem, wciąż majstrując przy ścianie.
- Tom - odpowiedziałam, unosząc lekko brwi.
- Tom! - zawołał niskim tenorem. - Myślę, że powinieneś to nagrać.
   Wraz z Tomem zjawił się Robert, po chwili dołączyła do nas Mary. Nagle coś zaskrzypiało, a zamiast ściany pojawiło się mroczne przejście. Komisarz zabrał ode mnie latarkę i wszedł do małego tunelu. Za nim ruszył Tom, trzymając kamerę na ramieniu. Weszłam za nimi i od razu pożarła mnie ciemność. Dopiero po chwili ujrzałam za sobą smugi światła pochodzące z latarki Roberta.
   Sufit był osadzony bardzo nisko. Musieliśmy kucać, aby przejść przez korytarz. Ściany wydawały się nas przytłaczać, zamykać przejście coraz bardziej, jakby nie chciały, żebyśmy szli dalej.
- Uwaga na schodki! - usłyszałam przed sobą. Stopnie były niezwykle wąskie i strome. Schody były niemalże pionowe. Obiema rękoma trzymałam się ścian, aby przypadkiem nie poślizgnąć się i nie runąć w dół.
   Im dalej szliśmy, tym droga stawała się gorsza. Nagle poczuliśmy pod nogami wzbierającą się wodę, chlupoczącą przy każdym kroku. Wreszcie dotarliśmy do metalowych drzwi.
- Zamknięte - powiedział komisarz Dirt. Wyciągnął broń z kabury i strzelił w zamek trzy razy. Weszliśmy do środka. W pomieszczeniu było okropnie duszno. Strużka wody wylewała się z lekko pękniętej rury przy wejściu. Tutaj było jej więcej niż na korytarzu, jednak nie sięgała nam dalej niż do kostek. Rura musiała rozszczepić się niedawno, inaczej wszystko byłoby już zalane. Robert pociągając za sznurek dyndający obok jego głowy, zapalił światło. Rozejrzeliśmy się dookoła. Na trzech stołach rozłożone było mnóstwo papierów. Na ścianach wisiały różne przyrządy mechaniczne, które wykorzystywano do niewiadomych celów. Czwarty stół przypominał trochę mini laboratorium. Probówki i kolorowe substancje walały się wszędzie. W prawym rogu stała lodówka. Zalana wodą nie działała i za pewne wszystko, co się w niej znajdowało, mogło być już zepsute.
- Chyba coś znalazłam - powiedziała Mary, idąc w naszym kierunku z plikami jakichś kartek. - "Randler's biotech industry vaccines" była na skraju bankructwa - przewracała szybko strony, szukając ważnych i przydatnych informacji. - Randler podpisał kontrakt z chińską firmą "Medcan" zajmującą się lekami wszelakiej maści. Miał wyprodukować dla nich szczepionkę zatruwającą mięso i ryby...
- Drugi podpis. Czyj może być? - spytałam, mrużąc oczy. Gdy rozpoznałam parafkę, zaniemówiłam. Czułam, jak uginają się pode mną nogi.
- Andrew Flynn - odpowiedziałam sama sobie. Spojrzałam na innych. Oczy zaszły mi mgłą. Policja jednak miała rację, mój ojciec był powiązany z całą tą sprawą. Kręciłam głową w niedowierzaniu. Wiedziałam, że jest taka możliwość, jednak miałam nadzieję, że wszyscy się mylą. Że on jest niewinny. Zaczęłam się cofać, jakbym chciała uciec przed bolesną prawdą. Nieoczekiwanie wpadłam na jeden ze stołów. Przewrócił się, a rury za nim rozpadły się na kawałki, rozpryskując wodę. Ciśnienie było tak wysokie, że pokój zaczął napełniać się cieczą w niewyobrażalnie szybkim tempie.
- Zabierzcie tyle, ile uda wam się unieść! - krzyknął Robert, podbiegając do lodówki i wyciągając z niej wszystkie rzeczy. - Jeśli poziom wody dojdzie do bezpieczników, wszyscy zostaniemy porażeni prądem!
   Nigdy nie widziałam, żeby ludzie uwijali się tak szybko. Przez moment stałam jak słup soli. Nie wiedziałam, co się dzieje i co mam robić. Po chwili bardzo niewyraźnie usłyszałam, jak ktoś zawołał moje imię. To wybudziło mnie z transu. Potrząsnęłam głową i zaczęłam zbierać wszystkie kartki ze stołów. Ręce przeraźliwie mi się trzęsły, a serce waliło jak młot. Tom o mały włos nie upuścił kamery, zbierając kilka probówek ze stołu.
- Szybko! Szybko! - zawołał komisarz Jason. Stał przy drzwiach, pomagając nam wszystkim wyjść. Opór wody był tak silny, że zmywał nas na bok. Wychodząc, usłyszałam dwa strzały i nagle wszystko pokryła ciemność.

1 komentarz:

  1. fajnie piszesz, jednak wygląd bloga mi sie nie podoba. Tu możesz zamówić wygląd : http://karilana.blogspot.com/p/desgn.html
    no i będzie blog idealny :)

    OdpowiedzUsuń